czwartek, 30 lipca 2015

Córcia na "koloniach"

W piątek zawieźliśmy babcię i córcię na działkę. W sobotę niestety my musieliśmy wracać, bo mąż po południu szedł do pracy- zrobiliśmy sobie więc imprezowe plany na wieczór korzystając z nieobecności dziecka. Jednak po przyjeździe mąż poszedł najpierw do pracy i zostałam sama w pustym domu. Bałam się, że będę bardzo tęsknić. Najgorszy był weekend, gdy mąż wychodził do pracy. Ale w sobotę korzystając z wolnego czasu i tego, że nikogo nie ma w domu umyłam okna i zmieniłam firanki. No i zrobił się wieczór i mąż wrócił. Gorzej było mi w niedzielę, bo już zaczęłam tęsknić za córcią. Na wieczór umówiłam się z koleżanką, ale jak mąż wyszedł znów do pracy to smutno mi było samej w domu. Szybko się więc wybrałam na spacer po galerii handlowej, gdyż normalnie nie ma na to czasu. No i jakoś czas minął.
A potem zaczął się tydzień i trzeba było po urlopie wrócić do pracy. Wiedziałam, że w ciągu tygodnia nie będzie tak źle z moją tęsknotą, bo i tak większą część dnia jestem w pracy. W poniedziałek znów wybrałam się na zakupy, czego owocem był zakup nowych spodni- więc git- jakaś namacalna  korzyść z nieobecności dziecka w domu jest.
We wtorek pojechałam stęskniona z siostrą i jej córcią odwiedzić moją małą. Jak się okazało ona wcale za mną nie tęskni. Mój przyjazd nie zrobił na niej za bardzo wrażenia. Z jednej strony cieszyłam się, że nie tęskni i się dobrze bawi, a z drugiej było mi przykro, że nie okazała więcej radości z przybycia mamy. Ale dobrze, że nie tęskni za nami- zostaje więc z babcią na działce jeszcze na tydzień. Po co ma siedzieć w domu, w bloku, jak może sobie wariować i bawić się cały dzień na powietrzu, tym bardziej, że w następnym tygodniu pogoda ma być upalna. Tak więc ja jutro po pracy jadę na działkę, mąż dojedzie w sobotę po pracy, a że ma wolny poniedziałek to sobie też wzięłam urlop i zostaniemy z dzieckiem do poniedziałku, a w następny piątek znów na działkę.
Korzystając z nieobecności córci również wypraliśmy kanapę i fotele oraz dywan i zaimpregnowaliśmy meble.
A wczoraj odbyliśmy randkę na rowerach;) Jako że córcia nie przejawia chęci jazdy w foteliku rowerowym i my nie chodzimy na rowery razem. Tak więc wczoraj mąż pod pracę przyjechał do mnie na rowerze i sobie pojeździliśmy, pojechaliśmy na obiad i jeszcze udało nam się kupić prezent urodzinowy dla męża.
A ja z dnia na dzień tęsknię za córcią mniej, jakoś się przyzwyczajam do tego, że nie ma dziecka przy mnie;)
W przyszłym tygodniu po przerwie też mam zamiar wrócić do treningów na siłowni tak więc i na to będzie więcej czasu niż zwykle;)
Jakoś to będzie;)

środa, 22 lipca 2015

Moje najwspanialsze wspomnienia

Wczoraj były drugie urodziny córci;)
Dwa lata minęły odkąd przyszła na świat. Często wspominam tę chwile, te chwile, bo to najwspanialsze moje wspomnienia z całego życia.
Dziewięć miesięcy czekaliśmy na nią, cieszyłam się, że we mnie rośnie, czułam jak się rusza (choć była raczej mało ruchliwa, najbardziej ruchliwa była nad ranem przez co nie mogłam spać- i to też wspaniałe wspomnienia), wszystko co działo się przez te dziewięć miesięcy to wspaniałe wspomnienia. Wizyty u ginekologa- bardzo dobrego lekarza i miłego człowieka, badania USG, zajęcia wraz z Mężem w szkole rodzenia- wszystko to moje wspaniałe wspomnienia.
Pod koniec ciąży okazało się, że córcia nie odwróciła się- ułożenie pośladkowe- i niestety poród siłami natury jest niemożliwy. Popłakałam się wtedy, bo bardzo chciałam sama urodzić nasze dziecko, ale teraz myślę, że cięcie cesarskie maiło bardzo dużo plusów. Po pierwsze dzień urodzin był z góry wyznaczony, oczywiście jeśli wcześniej nie zacznie się akcja porodowa, wtedy miałam dzwonić do mojego ginekologa, żeby jeśli będzie wolny to on przeprowadził cc- taki fajny lekarz. Po drugie- czas porodu- cały zabieg trwał chyba ze 20 minut, a obok siłami natury rodziła dziewczyna nie wiadomo którą godzinę i nie wiadomo ile jeszcze to trwało. No innych plusów już brak, są też minusy, ale o nich teraz już nie myślę.
No więc zabieg wyznaczono na 21 lipca 2013 roku, na dziewiątą miałam stawić się w szpitalu. Była to niedziela, w sobotę na kolację poszliśmy z Mężem na chińskie jedzenie, bo koleżanki doradziły mi żeby zjeść coś czego potem karmiąca nie może- no więc w sobotę było jeszcze fajnie, choć już trochę zaczęłam się stresować, ale towarzyszyło temu jeszcze miłe podniecenie. Gorzej było w niedzielę. Rano jeszcze na 7 poszłam do kościoła, na koniec ze strachu tam  aż się popłakałam- strasznie się stresowałam, nie wiedziałam po prostu jak to będzie wyglądało i czego się spodziewać. Bałam się. No ale pojechaliśmy. Przyjął mnie mój miły pan doktor i wszyscy byli mili, ale i tak ze stresu koszulę szpitalną założyłam tyłem na przód- dosłownie jak w filmach. Potem badanie i ponieważ nić się nie działo miałam iść na oddział ginekologiczny, brać prysznic i masować piersi i czekać. Ale potem pan doktor zrobił jeszcze masaż szyjki macicy- z tego co czytała w necie miało to być bardzo bolesne, ale nie było tak źle -było nieprzyjemne, ale dało się przeżyć, a najważniejsze, że wtedy zaczęły odchodzić mi wody płodowe więc od razu przeszłam na oddział położniczy, gdzie miała się rozwijać akcja porodowa. Podłączyli mnie do ktg i położne zadawały milion pytań- jaki zawód wykonuję ja, jaki mój mąż i inne. W pewnym momencie zaczęły mnie boleć plecy i inne miejsca jak przy okresie, tylko bardziej, po kilku minutach przyszła położna i mówi do mnie, że już się zaczęło, a pani nic nie mówi, a skąd ja mogłam wiedzieć, że to już. No w każdym razie się zaczęło i wzięli mnie na salę operacyjną. Ja cały czas byłam zestresowana. Dobrze, że jak mnie przewozili z jednej sali na drugą to widziałam Męża, który się uśmiechał i do mnie machał- widziałam, że też jest zestresowany. No i na sali jak już dostałam znieczulenie zaczęło się- dziwne było to, że generalnie już po wszystkim widziałam jak podnosili moje nogi i coś tam myli, a potem nogi leciały w dół a ja nic nie czułam. No ale najważniejsze i najfajniejsze było jak usłyszałam płacz mojej córci i jak mi ją na chwilę podali. Potem szybko zabrali ją do inkubatora- przez cc. Wcześniej jeszcze pokazali ją mojemu Mężowi, który zrobił zdjęcie i to zdjęcie stoi u nas na półce. Bałam się, że po cc nie będę widziała mojego dziecka, ale okazało się, że w szpitalu jest sala dla kobiet po cc i ich dzieci- i tam mnie położono, gdzie miałam widok na moją córcię w inkubatorze. Po ok. 2 godzinach bardzo miła położna podała mi córeczkę. Nie da się tego opisać co czułam. To te najwspanialsze wspomnienia z mojego życia!!!
Bóle, które czułam do tej pory zmniejszyły się- tak jak mówiła położna- naprawdę wspaniała kobieta, bardzo miła, zresztą jak większość położnych z tego szpitala, nie wszystkie, ale większość. Na salę po cc nie mogli wchodzić odwiedzający więc, gdy po południu przyjechał znowu mój Mąż z moją mamą i siostrą stali w drzwiach, a wzrok mojego Męża dla mnie był bezcenny. Widziałam, że jest szczęśliwy.
No i potem się zaczęło- zajmowanie noworodkiem. Wtedy byłam spanikowana, ale teraz to wszystko wspominam z rozrzewnieniem, miłym uśmiechem i szczęściem.
Potem są kolejne wspomnienia- wtedy chwile najtrudniejsze, a teraz kolejne najwspanialsze wspomnienia.
Aż trudno uwierzyć, że od tego momentu minęły dwa lata. 

poniedziałek, 20 lipca 2015

Wróciliśmy

Dziś wróciliśmy z wakacji.
Bardzo nie lubię powrotów z wyjazdów-Mąż powiedział, że przeżywam jak dziecko, ale mi smutno wrócić do "rzeczywistości", tym bardziej, że Mąż poszedł na noc do pracy, dziecko śpi i sama tak sobie siedzę. A jeszcze wczoraj sobie siedzieliśmy na działce na werandzie, moczyliśmy nogi w basenie i opalaliśmy się. Wspaniały jest czas spędzony razem, a teraz już go mniej będzie, zwłaszcza czas spędzony gdzieś na łonie natury, na świeżym powietrzu. Dziś jeszcze wybraliśmy się razem na lody, ale jutro już wracają codzienne obowiązki.
Ja wracam do pracy dopiero za tydzień, ale wiem że minie to szybko.
Jutro są drugie urodziny Karolinki, w środę jedziemy do teściów, w czwartek będę już szykować córcię na wyjazd z dziadkami na działkę i w piątek odstawiamy Karolinkę i babcię na działkę. Tak więc tydzień już zaplanowany. Mam nadzieję, że uda mi się w ten plan wcisnąć mycie okien i zmianę firanek;)

A co do wyjazdu to było fajnie:

Tydzień spędziliśmy nad morzem i tydzień na działce.
Nad morzem byłoby super gdyby nie pogoda. Za to na działce pogoda dopisała.

Gdy przyjechaliśmy nad morze, na Wyspę Sobieszewską to padało, wręcz lało. Potem się wypogodziło więc pognaliśmy na plażę i plażowaliśmy dwa i pół dnia. Z tym, że na koniec siedziałam na plaży w kompletnym ubraniu. Dobrze, że wynajęliśmy pokój w Sobieszewie- to dzielnica Gdańska więc jak pogoda się już całkiem zepsuła to zwiedzaliśmy Gdańsk. Byliśmy tam też w zoo (gdzie strasznie zmarzłam). Mieliśmy w planach wejście do aquaparku, ale kolejka była taka, że stalibyśmy ze 2 godziny więc sobie odpuściliśmy. Za to byliśmy też w Gdyni i Sopocie- wszędzie wiało i przelotnie padało. No i odbyliśmy rejs z Gdańska na Hel, a z Helu wróciliśmy pociągiem. Tak więc córcia i statkiem płynęła i pociągiem jechała. W pociągu "ciuch ciuch" robiła;)

Poza pogodą było super. Wynajęliśmy pokój w ośrodku wypoczynkowym "Fala", pokój był duży i bardzo ładny, elegancko urządzony,  nawet jak wstawili nam łóżeczko turystyczne dla córci to było dużo miejsca. Córcia wariowała w swoim łóżeczku i w naszym też. Zasypiała w naszym dużym łóżku, ale potem ją przekładaliśmy do jej.
Na plaży też szaleństwo. Cały czas do wody i do wody chciała, nawet mało się w piasku bawiła żeby rodzice mogli sobie odpocząć. Ale było fajnie;)
Raz poszliśmy na "tańce" zorganizowane w smażalni koło ośrodka- córcia tam szalała na parkiecie, aż nagrodę dostała za taniec. Raz też byliśmy wieczorem na piwie, a tak to wieczory spędzaliśmy w pokoju.

Wyjazd mieliśmy zaplanowany do niedzieli, ale postanowiliśmy go o dzień przedłużyć, żeby nie stać w korkach w weekend i jeden nocleg sobie zrobiliśmy w hostelu w centrum Gdańska. Wieczorem wybraliśmy się na spacer po nabrzeżu. Gdańsk nigdy nie śpi.
Tak lubię to miasto, że chciałabym w nim mieszkać;)
No ale wszystko kiedyś się kończy i trzeba było wrócić do domu. Jak wysiedliśmy przed blokiem córcia nie chciała wchodzić do domu i urządziła płacz przed wejściem- długo nie mogła dojść do siebie.
Ale szybko się przepakowaliśmy i następnego dnia pojechaliśmy na działkę.
A tan słońce i pogoda- córcia w siódmym niebie;) Czysta sielanka.
W sumie to ja mogłabym na tej działce przesiedzieć dwa tygodnie, albo i dłużej. Spokój i cały czas na powietrzu.

W przyszłym roku jeśli nie wyjedziemy gdzieś za granicę, bo tam pogoda gwarantowana, to wybieram dwa tygodnie na działce, na jeden możemy pojechać do Siemian, nad jezioro, tam gdzie byliśmy w zeszłym roku- taka dziura zabita dechami.

A dziś nastąpił powrót do rzeczywistości, no prawie, bo mi trudno się przestawić- jak dziecku;)

piątek, 3 lipca 2015

To znowu ja


Założyłam nowego, bo przypadkiem trafiłam w necie pod pewnym postem na komentarz jennej z dziewczyn, która czytała mojego bloga a ja jej. Weszłam na swojego bloga i poczytałam sobie Wasze notki, zobaczyłam, że Wasze blogi nadal istnieją i tak jakoś mi się zatęskniło. Niestety nie wiem jak i dlaczego nie mogłam dodać nowego posta więc założyłam nowego bloga.

Jak widać ponad dwa lata nie pisałam bloga, ale tak dużo się u mnie nie zmieniło.
Jedną wielką zmianą było urodzenie się naszej córeczki- zdrowej, ślicznej i najukochańszej na świecie. Córcia zaraz, bo 21 lipca skończy dwa latka;) Pewnie na blogu będzie głównie o niej, bo jak wiadomo wokół niej się nasz świat kręci przede wszystkim,  (ale bez przesady).

No a od poniedziałku urlop więc chyba raczej przez 2 tygodnie nie dodam nowej notki, bo wyjeżdżamy nad morze, a potem na działkę.
Myślami już jestem nad morzem.
Właśnie nad polskim morzem spędziliśmy z moim obecnym mężem, a wtedy chłopakiem nasze pierwsze wspólne wakacje. Tak mi się tamten wyjazd jakoś przypominał dzisiaj.
A najbardziej się cieszę oczywiście, że spędzę więcej czasu z córcią. Uwielbiam się z nią bawić i chodzić na spacery, po prostu razem być. I to będzie najlepsze w tym urlopie!

Od 1 do 5 czerwca miałam urlop, nigdzie nie wyjechaliśmy, a że pogoda dopisała to czas spędziliśmy super!

W sumie to jak na pierwszego posta po przerwie może wystarczy, bo mam tyle do opisania, że nie wiem od czego zacząć- zapraszam więc Was za jakieś dwa tygodnie.

Pozdrowienia