Wczoraj były drugie urodziny córci;)
Dwa lata minęły odkąd przyszła na świat. Często wspominam tę chwile, te chwile, bo to najwspanialsze moje wspomnienia z całego życia.
Dziewięć miesięcy czekaliśmy na nią, cieszyłam się, że we mnie rośnie, czułam jak się rusza (choć była raczej mało ruchliwa, najbardziej ruchliwa była nad ranem przez co nie mogłam spać- i to też wspaniałe wspomnienia), wszystko co działo się przez te dziewięć miesięcy to wspaniałe wspomnienia. Wizyty u ginekologa- bardzo dobrego lekarza i miłego człowieka, badania USG, zajęcia wraz z Mężem w szkole rodzenia- wszystko to moje wspaniałe wspomnienia.
Pod koniec ciąży okazało się, że córcia nie odwróciła się- ułożenie pośladkowe- i niestety poród siłami natury jest niemożliwy. Popłakałam się wtedy, bo bardzo chciałam sama urodzić nasze dziecko, ale teraz myślę, że cięcie cesarskie maiło bardzo dużo plusów. Po pierwsze dzień urodzin był z góry wyznaczony, oczywiście jeśli wcześniej nie zacznie się akcja porodowa, wtedy miałam dzwonić do mojego ginekologa, żeby jeśli będzie wolny to on przeprowadził cc- taki fajny lekarz. Po drugie- czas porodu- cały zabieg trwał chyba ze 20 minut, a obok siłami natury rodziła dziewczyna nie wiadomo którą godzinę i nie wiadomo ile jeszcze to trwało. No innych plusów już brak, są też minusy, ale o nich teraz już nie myślę.
No więc zabieg wyznaczono na 21 lipca 2013 roku, na dziewiątą miałam stawić się w szpitalu. Była to niedziela, w sobotę na kolację poszliśmy z Mężem na chińskie jedzenie, bo koleżanki doradziły mi żeby zjeść coś czego potem karmiąca nie może- no więc w sobotę było jeszcze fajnie, choć już trochę zaczęłam się stresować, ale towarzyszyło temu jeszcze miłe podniecenie. Gorzej było w niedzielę. Rano jeszcze na 7 poszłam do kościoła, na koniec ze strachu tam aż się popłakałam- strasznie się stresowałam, nie wiedziałam po prostu jak to będzie wyglądało i czego się spodziewać. Bałam się. No ale pojechaliśmy. Przyjął mnie mój miły pan doktor i wszyscy byli mili, ale i tak ze stresu koszulę szpitalną założyłam tyłem na przód- dosłownie jak w filmach. Potem badanie i ponieważ nić się nie działo miałam iść na oddział ginekologiczny, brać prysznic i masować piersi i czekać. Ale potem pan doktor zrobił jeszcze masaż szyjki macicy- z tego co czytała w necie miało to być bardzo bolesne, ale nie było tak źle -było nieprzyjemne, ale dało się przeżyć, a najważniejsze, że wtedy zaczęły odchodzić mi wody płodowe więc od razu przeszłam na oddział położniczy, gdzie miała się rozwijać akcja porodowa. Podłączyli mnie do ktg i położne zadawały milion pytań- jaki zawód wykonuję ja, jaki mój mąż i inne. W pewnym momencie zaczęły mnie boleć plecy i inne miejsca jak przy okresie, tylko bardziej, po kilku minutach przyszła położna i mówi do mnie, że już się zaczęło, a pani nic nie mówi, a skąd ja mogłam wiedzieć, że to już. No w każdym razie się zaczęło i wzięli mnie na salę operacyjną. Ja cały czas byłam zestresowana. Dobrze, że jak mnie przewozili z jednej sali na drugą to widziałam Męża, który się uśmiechał i do mnie machał- widziałam, że też jest zestresowany. No i na sali jak już dostałam znieczulenie zaczęło się- dziwne było to, że generalnie już po wszystkim widziałam jak podnosili moje nogi i coś tam myli, a potem nogi leciały w dół a ja nic nie czułam. No ale najważniejsze i najfajniejsze było jak usłyszałam płacz mojej córci i jak mi ją na chwilę podali. Potem szybko zabrali ją do inkubatora- przez cc. Wcześniej jeszcze pokazali ją mojemu Mężowi, który zrobił zdjęcie i to zdjęcie stoi u nas na półce. Bałam się, że po cc nie będę widziała mojego dziecka, ale okazało się, że w szpitalu jest sala dla kobiet po cc i ich dzieci- i tam mnie położono, gdzie miałam widok na moją córcię w inkubatorze. Po ok. 2 godzinach bardzo miła położna podała mi córeczkę. Nie da się tego opisać co czułam. To te najwspanialsze wspomnienia z mojego życia!!!
Bóle, które czułam do tej pory zmniejszyły się- tak jak mówiła położna- naprawdę wspaniała kobieta, bardzo miła, zresztą jak większość położnych z tego szpitala, nie wszystkie, ale większość. Na salę po cc nie mogli wchodzić odwiedzający więc, gdy po południu przyjechał znowu mój Mąż z moją mamą i siostrą stali w drzwiach, a wzrok mojego Męża dla mnie był bezcenny. Widziałam, że jest szczęśliwy.
No i potem się zaczęło- zajmowanie noworodkiem. Wtedy byłam spanikowana, ale teraz to wszystko wspominam z rozrzewnieniem, miłym uśmiechem i szczęściem.
Potem są kolejne wspomnienia- wtedy chwile najtrudniejsze, a teraz kolejne najwspanialsze wspomnienia.
Aż trudno uwierzyć, że od tego momentu minęły dwa lata.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz