W piątek zawieźliśmy babcię i córcię na działkę. W sobotę niestety my musieliśmy wracać, bo mąż po południu szedł do pracy- zrobiliśmy sobie więc imprezowe plany na wieczór korzystając z nieobecności dziecka. Jednak po przyjeździe mąż poszedł najpierw do pracy i zostałam sama w pustym domu. Bałam się, że będę bardzo tęsknić. Najgorszy był weekend, gdy mąż wychodził do pracy. Ale w sobotę korzystając z wolnego czasu i tego, że nikogo nie ma w domu umyłam okna i zmieniłam firanki. No i zrobił się wieczór i mąż wrócił. Gorzej było mi w niedzielę, bo już zaczęłam tęsknić za córcią. Na wieczór umówiłam się z koleżanką, ale jak mąż wyszedł znów do pracy to smutno mi było samej w domu. Szybko się więc wybrałam na spacer po galerii handlowej, gdyż normalnie nie ma na to czasu. No i jakoś czas minął.
A potem zaczął się tydzień i trzeba było po urlopie wrócić do pracy. Wiedziałam, że w ciągu tygodnia nie będzie tak źle z moją tęsknotą, bo i tak większą część dnia jestem w pracy. W poniedziałek znów wybrałam się na zakupy, czego owocem był zakup nowych spodni- więc git- jakaś namacalna korzyść z nieobecności dziecka w domu jest.
We wtorek pojechałam stęskniona z siostrą i jej córcią odwiedzić moją małą. Jak się okazało ona wcale za mną nie tęskni. Mój przyjazd nie zrobił na niej za bardzo wrażenia. Z jednej strony cieszyłam się, że nie tęskni i się dobrze bawi, a z drugiej było mi przykro, że nie okazała więcej radości z przybycia mamy. Ale dobrze, że nie tęskni za nami- zostaje więc z babcią na działce jeszcze na tydzień. Po co ma siedzieć w domu, w bloku, jak może sobie wariować i bawić się cały dzień na powietrzu, tym bardziej, że w następnym tygodniu pogoda ma być upalna. Tak więc ja jutro po pracy jadę na działkę, mąż dojedzie w sobotę po pracy, a że ma wolny poniedziałek to sobie też wzięłam urlop i zostaniemy z dzieckiem do poniedziałku, a w następny piątek znów na działkę.
Korzystając z nieobecności córci również wypraliśmy kanapę i fotele oraz dywan i zaimpregnowaliśmy meble.
A wczoraj odbyliśmy randkę na rowerach;) Jako że córcia nie przejawia chęci jazdy w foteliku rowerowym i my nie chodzimy na rowery razem. Tak więc wczoraj mąż pod pracę przyjechał do mnie na rowerze i sobie pojeździliśmy, pojechaliśmy na obiad i jeszcze udało nam się kupić prezent urodzinowy dla męża.
A ja z dnia na dzień tęsknię za córcią mniej, jakoś się przyzwyczajam do tego, że nie ma dziecka przy mnie;)
W przyszłym tygodniu po przerwie też mam zamiar wrócić do treningów na siłowni tak więc i na to będzie więcej czasu niż zwykle;)
Jakoś to będzie;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz